czwartek, 1 sierpnia 2013

Upiorny Zegar - Maxime Chattam

Tytuł: Upiorny Zegar
Autor: Maxime Chattam
Cena: 36,90 zł
Opis:
Paryż z początku dwudziestego wieku..

Cuchnące nędzą uliczki, salony ezoterycznych klubów, palarnie opium, oszałamiające cudami techniki ekspozycje Wystawy Światowej oraz mroczne czeluście kanałów, w których czai się… Zło.

Mroczny, przeszywający do szpiku kości thriller autora słynnej Trylogii Zła.

Paryż, rok 1900. W oknach zapalają się już pierwsze żarówki elektryczne, a ulicami między fiakrami mkną coraz szybciej automobile. Wzięty pisarz Guy de Timée rezygnuje z dotychczasowego życia i ukrywa się przed rodziną w… domu publicznym. Jego właścicielka, Julie, wynajmuje pisarzowi poddasze – idealne miejsce do pracy nad nową powieścią. Wyjątkowo bulwersujące okoliczności śmierci jednej z kurtyzan, której okaleczone zwłoki mieszkańcy Buduaru odkrywają pewnej nocy na ulicy, skłaniają Guya do rozpoczęcia własnego śledztwa w tej sprawie. Kiedy pisarz w towarzystwie tajemniczej Faustine oraz inspektora Perottiego spróbuje rozwikłać ową zagadkę, spomiędzy paryskich kręgów ezoterycznych i cudów wystawy światowej wyłoni się powoli straszliwy sekret, fascynujący każdego od zarania dziejów: możliwość kontroli nad czasem…

Doskonały, wizjonerski thriller, w którym postęp nauki okazuje się pożywką dla szaleństwa zagubionych dusz.


  Już na początek i bez ogródek powiem: TRZY RAZY TAK.
Maxime Chattam, francuski pisarz, z którym zapoznałam się przypadkiem i którego od razu pokochałam. Zajrzałam pewnego razu do księgarni i bum! Przeczytałam opis i wstęp, po którym moje oczy zrobiły się wielkie jak 5 zł i wiedziałam, że nie wypuszczę tej książki z rąk.
 Pierwsza rzecz, która zasługuje na pochwałę, to język. Widać, że mamy tu do czynienia z pisarzem przez duże P. Jego styl wciąga, pozwala się zatracić w fikcyjnej rzeczywistości, ale nie jest prosty i banalny. I to zdecydowanie. Z ręką na sercu, to jest właśnie prawdziwy język literacki i prawdziwy talent! Łatwość, z jaką Chattam operuje słowami jest niesamowita. Z czymś takim trzeba się urodzić.
  Co do samej akcji... rozgrywa się ona w Paryżu w 1900 roku. Już chyba samo to zachęca, prawda? Klimat tych czasów oddany perfekcyjnie. Wszystko wydawało się takie naturalne, żadnych niedociągnięć i naciągnięć. Czuję duży podziw do tego pisarza, bo czytając tę książkę, zdałam sobie sprawę, że musiał szalenie sumiennie się do niej przygotowywać, zupełnie tak jak Guy, główny bohater, który wydaje mi się odzwierciedleniem autora, ale któż to wie? :)
  Moimi faworytami są książki fantastyczne. Po przeczytaniu wstępu nie byłam do końca pewna, czego się spodziewać. Nie wiedziałam, czy to będzie horror, demony i te sprawy, czy może jakiś kryminał. Swoją drogą, zawsze omijałam kryminały szerokim łukiem, nie wiem dlaczego. Przyznam, że nawet w połowie i pod koniec książki nie wiedziałam, czy biorą w tym udział zjawiska nadprzyrodzone, czy też nie. Myślę zatem, że nie powinnam nikomu psuć niespodzianki, przekonajcie się sami :). Na razie trzymajmy się wątku kryminalnego, o tak, bardzo kryminalnego, ale jednak niecodziennego. To nie jest zwykłe zadźganie nożem, zastrzelenie, o nie. Zwłoki są zmasakrowane, powyginane, zamordowane kobiety mają czarne gałki oczu, pocą się krwią. Morderstwa, zniknięcia, intryga, dużo się dzieje, ale wszystko jest idealnie wyważone.
 Swoją drogą Upiorny Zegar niekiedy przypominał mi Zbrodnię i Karę. Zapewne głównie przez portret psychologiczny mordercy. Guy, człowiek niezwykle przenikliwy i inteligentny, próbuje znaleźć tajemniczego mordercę, nie tylko by pomścić przyjaciółkę, jego to zwyczajnie kręci :), chociaż sam momentami się tego faktu obawia. Ciągnie go do Zła. Ale to bardzo dobrze, dzięki temu z każdą kolejną stroną dowiadujemy się czegoś więcej, badamy poszlaki, analizujemy wskazówki i wyciągamy z nich logiczne wnioski, podążamy za mordercą, coraz bardziej go poznając i coraz bardziej narażając się na niebezpieczeństwo.
  Zdecydowanie to nie jest książka kierowana do nastolatek, alleluja! Akcja oraz język bardzo za tym przemawiają. Nie wiem, czy można tak określić styl pisania, ale ma on klasę :).
  Guy będzie miał dwóch pomocników, młodego policjanta, który zgodzi się im pomagać ze względu na zamordowaną kobietę, którą kochał - Martiala Perottiego oraz Faustine, tajemniczą piękną kobietę, która pracowała w domu publicznym, którego strych zamieszkiwał Guy.
 Dlaczego w tytule jest zegar? Dlaczego wstęp mówi tyle o czasie? Cóż, tego Wam na pewno nie powiem, bo końcówka Was zaskoczy, jestem tego pewna :)
  Uwaga, uwaga, to nie wszystko. Sądziłam, że nie będzie kontynuacji, ale przypadkiem trafiłam na kolejną część w Martasie. Na ostatnią sztukę! :) Kolejna część nosi tytuł Requiem Otchłani, jestem w połowie czytania i już mogę ją polecić.
  Tymczasem Upiorny Zegar polecam każdemu, kto ma ochotę na NAPRAWDĘ DOBRĄ książkę.

piątek, 5 lipca 2013

Cassandra Claire - Dary Anioła - Miasto Zagubionych Dusz.

  Dzisiaj przedstawię Wam moją całkowicie subiektywną i szczerą do bólu opinię o piątej części Darów Anioła.

cena: 39zł


  Czy warto wydawać pieniądze? Tak, ALE... No właśnie. Niby wszystko ładnie piękne, jednak wkrada się jakieś "ALE". Dlaczego? Wszystko po kolei.
  Jeszcze parę lat temu Dary Anioła były moją ulubioną serią. Podobał mi się humor, to, że akcja nie kręci się tylko wokół romansu, ale też, że jest coś więcej. Ujął mnie cały świat Nocnych Łowców. Jednakże muszę przyznać, że chociaż darzyłam tę Trylogię (jeszcze wtedy) szczególnymi względami, to nie ucieszyłam się na wieść, że powstanie czwarta część. Uważałam, że zakończenie trzeciej było idealne, absolutnie nie potrzebowało kontynuacji. Według mnie, było to po prostu parcie na kasę. Może to przez to, że przeczytałam Miasto Upadłych Aniołów po angielsku, ale jakoś nie potrafiłam się w nie wczuć. To już nie było to. To było ciągnięcie czegoś, co już powinno było się skończyć.
  Miasto Zagubionych Dusz natomiast było o niebo lepsze od poprzedniej części, aczkolwiek znowu wkrada się "ALE".
  Jeśli chodzi o pomysł na tę część, nie mam zarzutów. Co prawda nie było jakichś wielkich zaskoczeń, nie wiadomo jakich zwrotów akcji, ale było pozytywnie. Sporo rzeczy dało się przewidzieć, ale przecież rzadko która książka potrafi naprawdę zaskakiwać ;).
  Jace nie jest sobą, tego dowiadujemy się już z okładki. Wszyscy starają się go odzyskać i powstrzymać piekielny plan Sebastiana. Clary i reszta, jak zwykle narażają życie. Fray tym razem, dzięki Bogu, potrafi już walczyć ;). Zakończenie... happy end, ale jednak nie do końca. Uratowany Jace (czego można się było od początku domyślić), ale... dokładnie tak - nie do końca. Końcówka bardzo dobra. Ostrzeżenie, zapowiedź sporych problemów, które czekają naszych bohaterów w szóstej części. To na plus.
  Książka mi się podobała, ale nie porwała mnie, nie zachwyciła. Nie odkładałam jej, wpatrując się w sufit i mówiąc WOW.
  Co mi się natomiast nie podobało... Jak już przyznałam, była to moja ulubiona seria. Serce mnie boli, ale chyba muszę przyznać, że z niej wyrosłam. Sarkazm, za który pokochałam tę serię, zaczął mi działać na nerwy. Wstawiony raz na jakiś czas, super, ale co chwilę? W porządku, to również dałoby się przeżyć, ale czy to nie dziwne, że każdy bohater tej książki posiada identyczne, ironiczne poczucie humoru? Każdy żartuje w ten sam sposób, nawet w sytuacjach, które wymagają zachowania powagi. To mnie trochę zraziło, w takich momentach czułam się, jakbym czytała książkę nastoletniej amatorki (bez urazy dla nastoletnich amatorek, sama nią byłam jeszcze miesiąc temu. Teraz jestem 20-letnią amatorką). Nie podobało mi się to. Claire powinna albo obdarzyć ich różnymi poczuciami humoru albo skupić się tylko na jednej postaci. Bo nie ma co kłamać, każdy bohater miał JEJ poczucie humoru.
  I jeszcze coś. Coś, przez co zrozumiałam, że ta książka być może celuje w młodsze czytelniczki. 13-15 lat. Chociaż po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że jednak nie do końca. Mam na myśli to, jak daleko posuwają się tamtejsze pary. Maia i Jordan posunęli się daleko. Nie było opisów tych scen, nie spodziewałam się ich, ale jednak już inaczej się na nich patrzyło.
  Tymczasem Jace i Clary... hm... para nastolatków, która od kilku, czy tam kilkunastu miesięcy tylko się całuje. Nie bierzcie mnie za jakąś napaloną, po prostu wydaje mi się to nierealne, że przykładowo Jace nie ma czasem ochoty położyć jej ręki na pupie zamiast na biodrze :). Okej, powiedział jej parę razy, że jej pragnie, ale to tyle. Teraz już, te ich pocałunki, które co chwilę mają miejsce... robią się nudne. Za każdym razem czytamy, jak to ona się zatraca, jak czuje jego umięśnione ramiona pod palcami. Nie zliczę, ile razy lądowali na łóżku i zawsze coś im przerywało. Nie widzę nic złego w budowaniu takiego napięcia, ale po 50 razie zaczyna to zwyczajnie męczyć. Bo ile można? Kiedy tylko zaczyna się scena pocałunku, wiemy jak się skończy. ALE! Znowu ale. Co ciekawe, Claire kilka razy napomknęła o ich pierwszym razie. Zatem spodziewam się, że Jace i Clary na sam koniec zdejmą obrączki czystości, a do tego czasu, jak zwykle coś stanie między nimi. Tym razem będzie to sam Jace. O tak, udało się go uratować, ale został trochę zmieniony, parzy ;). Więc jak sami powiedzieli, nie mogą posunąć się dalej, tylko buziaczki ;). Ja osobiście wolałabym, żeby postanowili trzymać czystość do ślubu, niż żeby powstawały takie pierdoły, które tylko mają budować to napięcie. Zawsze coś musi stać między nimi. Na tym opiera się cała seria. Jak nie myśl, że są rodzeństwem, to parzący Jace.
  Następną część zapewne przeczytam, ale chyba jednak naprawdę z tego wyrosłam. Teraz bardziej odpowiada mi styl, np. Libby Bray. To jest kobieta, która ma talent, a nie tylko pomysł na książkę.
  Podsumowując. Miasto Zagubionych Dusz dorównuje trzem pierwszym częściom. Jest akcja, cały czas coś się dzieje. Nie ma lania wody, nie ma czasu na nudę. To jest ogromny plus! Rzeczy, które mi nie pasowały to szczegóły, aczkolwiek dla mnie istotne. Nie wiem, jak dla innych. Książka nie porywa aż tak bardzo, ale jest dobra. Jeśli się postaramy, wciągnie nas.
  Pomimo moich narzekań i żalów, polecam, zwłaszcza tym, którzy zwątpili w Dary Anioła po Mieście Upadłych Aniołów. Odzyskacie wiarę w Cassandrę po Mieście Zagubionych Dusz.

Pozdrawiam :)