czwartek, 30 sierpnia 2012

Igrzyska Śmierci Suzanne Collins

Tytuł: Igrzyska Śmierci (Hunger Games)
Autorka: Suzanne Collins
Cena: 27,99 zł















Opis:
 Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć cię za wszelką cenę?
Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny – musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a to prawdziwa walka o przetrwanie... Jest to nowe wydanie w okładce z akcentem filmowym zbiegające się z ekranizacją I części trylogii. 



Igrzyska Śmierci to pierwsza część cyklu, co wskazuje na to zakończenie: "koniec tomu pierwszego".
Książka ta to zdecydowana nowość, jeśli chodzi o pomysłowość autora. W końcu mamy coś świeżego (chociaż przyznam, że kojarzy mi się to z bajką Odlotowe Agentki, które to w jednym z odcinków również walczyły na podobnej arenie, a ich zmagania były transmitowane ;)). Tak czy siak, brak tu wampirów, które powoli wszystkim się już przejadają. Bo ile można czytać tę samą historię ubraną jedynie w inne słowa? Tutaj Igrzyska Śmierci zasługują na pochwałę.

Świat Katniss Everdeen, głównej bohaterki, został przedstawiony bardzo obrazowo. Ja sama, czytając, miałam wrażenie, że w tym świecie żyję. Albo że czytam książkę historyczną.

Tekst napisany zgrabnie, przemyślany. Osobiście nie uważam, że to książka młodzieżowa. Nadaje się dla każdego. Przedstawia walkę o przetrwanie, poświęcenie dla osób, które się kocha.

Obrazowe są również sceny walki, można powiedzieć, że w książce tej jest dużo naturalizmu. Autorka dokładnie przedstawia objawy odwodnienia, czy chociażby ropę sączącą się z rany. Śmierci bohaterów także sa dokładnie opisane, co przedstawia grozę i prawdziwość tych sytuacji.

Jedynym, co może odstraszać, to samo przebywanie trybutów (wybranych do walki na Igrzyskach) w Kapitolu. Przygotowania trybutów do walki, którzy to pierwszy raz w życiu raczą się dobrym jedzeniem, ale także występują w talk showach... czy też paradach. Aczkolwiek w książce dodaje to niejako grozy sytuacji. Wszystko wskazuje na to, że trybuci sa jedynie zabawkami. Ich śmierć ma byc rozrywka dla mieszkańców Kapitolu.

Aczkolwiek film... Osobiście nie obejrzałam go do końca, poniewaz w porównaniu z książką... był bardzo słaby. Nie podobał mi się. Wyglądało tak, jakby brakowało im funduszy na efekty ;) Parada wyszła komicznie. Sceny walki, śmierci... nie były w ogóle obrazowe. Że tak powiem, "nie było w nich życia".

   A więc ja gorąco polecam przeczytanie książki, ale obejrzenia filmu juz niestety nie ;)
pozdrawiam.

piątek, 15 czerwca 2012

Oryginalny fragment Miasta Szkła - tłumaczenie


Jest to scena z 9 rozdziału Miasta Szkła Cassandry Claire. ABSOLUTNIE NIE JEST TO MÓJ TEKST! Został opublikowany już dość dawno temu na stronie autorki, do której należą prawa autorskie. W książce pojawiła się bardziej powycinana wersja. Kiedyś na prośbę Chocha (Weroniki) przetłumaczyłam ten krótki fragment (pamiętną scenę na trawie). Post ten wędruje do podstrony "Tłumaczenia".


  Huk po zawaleniu się domu cichł powoli niczym rozpływający się w powietrzu dym. Zastąpił go
głośny świergot przerażonych ptaków. Clary dostrzegła je ponad ramieniem Jace'a, krążące po
ciemnym niebie.
- Jace – powiedziała miękko. - To chyba koniec.
 Podparł się na łokciach i spojrzał na nią z góry. Byli na tyle blisko siebie, że nawet w ciemności
Clary była w stanie dojrzeć swoje odbicie w jego oczach. Na twarzy miał smugi sadzy i brudu, a
kołnierzyk jego koszulki został podarty.
 Nie zastanawiając się nad tym, co robi, wyciągnęła dłoń i delikatnie przeczesała palcami jego włosy.
Poczuła, że się napiął. Jego oczy pociemniały.
- Trawa - miałeś ją we włosach – powiedziała, tłumacząc się. Zaschło jej w ustach; adrenalina
krążyła w jej żyłach i bynajmniej nie z powodu niebezpieczeństwa, w którym się przed chwilą
znajdowała. Wszystko to, co przed chwilą miało miejsce: anioł, zniszczona rezydencja - zdawało się
mniej prawdziwe niż to, co dostrzegła w oczach Jace'a.
- Nie powinnaś mnie dotykać – wydyszał.
 Jej dłoń zamarła na jego policzku. - Dlaczego nie?
- Wiesz dlaczego – powiedział. -Widziałaś to, co ja, prawda? Przeszłość, anioła. Naszych rodziców.
Ja widziałem.
- Wiesz, co się wydarzyło.
- Wiele rzeczy się wydarzyło, Jace...
- Nie dla mnie. - Wypowiedziane przez niego słowa były szeptem pełnym boleści. - Mam krew demona, Clary. Krew demona. Tyle rozumiesz, nieprawdaż?
- To nic nie znaczy. Valentine był stuknięty. On tylko-
- A Jocelyn? Była stuknięta? - Jego oczy wwiercały się w nią niczym świder. -Wiem, co Valentine
próbował zrobić. Starał się stworzyć hybrydę – skrzyżowanie anioła z człowiekiem i demona z
człowiekiem. Ty jesteś pierwszym, ja jestem drugim. Jestem po części potworem. To tę połowę tak
bardzo chciałem w sobie zdusić, zniszczyć.
- To nieprawda. Nie może tak być. To nie ma sensu-
- Ale to jest prawda. - W wyrazie jego twarzy dało się dostrzec dziką desperację, kiedy na nią spojrzał.
Na jego szyi dostrzegła błysk srebrnego łańcuszka, który migotał, oświetlony blaskiem gwiazd. - To
wszystko wyjaśnia.
 Potrząsnęła głową tak mocno, że poczuła jak trawa łaskocze ją w policzki. - Masz na myśli, że
wyjaśnia to, dlaczego jesteś tak niesamowitym Nocnym Łowcą? Dlaczego jesteś lojalny,
nieustraszony, szczery, podczas gdy demony nie są-
- Wyjaśnia – powiedział spokojnie – dlaczego czuję do ciebie to, co czuję.
 Powietrze zaświstało pomiędzy jej zębami. - Jace, co masz na myśli?
Przez dłuższą chwilę się nie odzywał, tylko się na nią gapił. Trwało to tyle czasu, że zaczęła
się zastanawiać, czy w ogóle ma zamiar się odezwać. Czy może patrzenie wystarczy. W końcu ona
również wlepiała w niego wzrok. Ich spojrzenia krzyżowały się. Dla Clary odwrócenie wzroku było
niemożliwe, tak jak oddychanie z wodą w płucach.
- Jesteś moją siostrą – odezwał się wreszcie. - Moją siostrą, moją krwią, moją rodziną. Powinienem
chcieć cię chronić – zaśmiał się bezdźwięcznie bez cienia humoru – chronić cię przed chłopcami,
którzy chcą robić z tobą dokładnie to samo, co ja chcę.
 Clary straciła dech. Wciąż na nią patrzył, ale wyraz jego twarzy uległ zmianie. W jego oczach było
coś, czego nigdy wcześniej nie widziała. Rozmarzony, zawzięty, niemal drapieżny błysk. Nagle
stała się całkowicie świadoma twardego nacisku jego ciała. Kości jego bioder dopasowywały się do
jej, a ona cierpiała w każdym miejscu, w którym jej nie dotykał. To był niemal fizyczny ból.
To, co ja chcę z tobą robić, powiedział. Nie myślała o niczym poza tym, jak bardzo go pragnęła.
Pozwoliła palcom podążyć szlakiem w dół jego policzka aż dotarły do ust. Czubkiem palca wskazującego zakreśliła kontur jego warg. Nagrodziło ją wstrzymanie przez niego oddechu,
pociemnienie oczu. Nie ruszył się.
- Co tak dokładnie chcesz ze mną robić? - wyszeptała.
Jego oczy zapłonęły. Zaczął powoli pochylać głowę, dopóki jego usta nie znalazły się przy jej uchu.
Gdy się odezwał, jego oddech połaskotał jej skórę, sprawiając, że zadrżała. - Mogę ci pokazać.
Nic nie powiedziała. Nawet jeśli udałoby jej się zebrać myśli i sklecić razem parę słów, nie chciała
kazać mu przestać. Była już zmęczona mówieniem „nie” Jace'owi, nie pozwalaniem czuć
sobie tego, czego chciało jej ciało. Nie zważając na cenę.
 Poczuła, że się uśmiecha. Jego usta przy jej uchu. - Jeśli chcesz żebym przestał, powiedz mi to teraz – szepnął.
 Kiedy wciąż nic nie mówiła, musnął wargami jej skroń, powodując tym samym jej
drżenie. - Albo teraz. - Delikatnymi pocałunkami, przypominającymi dotyk motyla, wyznaczał szlak
na jej policzku. - Albo teraz. - Jego usta podążyły wzdłuż linii jej szczęki. - Albo teraz. - Dotykał wargami jej warg. Słowa wypowiadał wprost do jej ust. - Teraz. - szepnął i pocałował ją.
 Na początku nacisk jego warg był delikatny, ale ona, gdy od razu odpowiedziała, oplatając go
ramionami, wplątując palce w jego włosy, poczuła, że jego ciało się napina, a ostrożność zmienia
się w coś innego. Nagle zaczął całować ją z ogromnym zapałem. Miażdżył jej wargi swoimi.
Poczuła krew w swoich ustach, ale nie obchodziło jej to. Kamienie wbijały jej się w plecy, ramiona
bolały ją od wcześniejszego upadku z okna, ale to również nie miało dla niej znaczenia. Jace był
teraz wszystkim, co istniało; wszystkim, co czuła, czego potrzebowała, czym oddychała, czego
pragnęła i co widziała. Nic innego się nie liczyło.
 Przerwał pocałunek, cofnął się, a ona niechętnie puściła go, protestując. Jego usta był spuchnięte,
oczy wielkie i ciemne, niemal czarne z pożądania. Sięgnął do guzików jej płaszcza. Próbował
rozpiąć pierwszy z nich, ale jego dłonie trzęsły się tak bardzo, że nie mógł dać sobie z tym rady.
Clary przykryła je swoją dłonią, niezwykle zdziwiona swoim spokojem. Na pewno nie powinna
trząść się tak bardzo jak on?
- Ja to zrobię – powiedziała.
 Nie ruszył się. Patrzył jak rozpina guziki. Jej palce pracowały tak szybko, jak tylko mogły. Płaszcz
się rozsunął. Pod spodem miała tylko cieniutką bluzeczkę Amatis, której materiał nie potrafił
uchronić jej przed zimnymi podmuchami wiatru. Wyciągnęła w górę obie ręce. - Wróć –
wyszeptała. - Pocałuj mnie znowu. - Wydał z siebie stłumiony jęk i padł prosto w jej ramiona, jak
tonąca osoba, wypływająca na powierzchnie, by zaczerpnąć powietrza. Pocałował jej powieki,
policzki, gardło nim nie wrócił do jej ust. Teraz całowali się jak szaleni, niemal niezdarnie przez
ogień buchający w ich organizmach. Zupełnie nie w stylu Jace'a, który zdawałoby się, że nigdy się nie
spieszy, nigdy niczego nie popędza... Bez płaszcza między nimi mogła poczuć bijące od niego
ciepło, które wręcz przepalało się przez jego i jej koszulkę. Jego dłonie przejechały po jej żebrach,
zatrzymując się na plecach. Trzymał je pod stanikiem, kreśląc ślady wzdłuż kręgosłupa. Jego dotyk
rozpalał jej odkrytą skórę. Chciała więcej tego dotyku. Jego dłoni na niej, jego skórę na jej skórze.
Chciała dotykać go wszędzie. Obejmować go, gdy będzie drżał tak, jak robi to teraz. Żeby mi
między nimi nie było ani kawałka wolnej przestrzeni.
 Ściągnęła jego kurtkę i jakimś cudem jego koszulka także zniknęła. Ich dłonie odkrywały nawzajem
swoje ciała. Przebiegła palcami w dół jego pleców. Czuła gładką, delikatną skórę, a pod nią twarde
mięśnie oraz coś, czego się nie spodziewała, chociaż powinna – blizny. Jak cieniutkie druciki
położone na nim. Przypuszczała, że to są niedoskonałości, te blizny, ale ona wcale ich tak nie
postrzegała. Stanowiły historię Jace'a, wyrytą w jego skórze. Wypukłą mapę topograficzną życia pełnego
zabijania i walki.
 Dotknęła blizny w kształcie gwiazdy na jego ramieniu, a po chwili podniosła się odrobinę by.
przycisnąć do niej usta. Coś zimnego i metalowego dotknęło jej obojczyka. Odsunęła się
zaskoczona.
Jace podniósł się na łokciach i spojrzał w dół na nią. - Co się stało? - zapytał powoli. Brzmiał jakby
był czymś odurzony. - Skrzywdziłem cię?
- Nie. To przez to – wyciągnęła dłoń i dotknęła srebrnego łańcuszka na jego szyi. Na nim wisiało
małe, srebrne, metalowe kółko. Było lodowate w dotyku.
 Ten pierścień – spatynowany kawałek metalu pokryty gwiazdami – znała go.
Pierścień Morgensternów. Należał do Valentine'a, a on przekazał go Jace'owi. T
- Przepraszam – powiedział Jace, kreśląc palcem linie na jej policzku. Jego wzrok był rozmarzony. - Zapomniałem, że mam na sobie to cholerstwo.
 Nagłe zimno rozprzestrzeniło się po żyłach Clary. - Jace – odezwała się niskim głosem. - Jace, nie rób tego.

czwartek, 7 czerwca 2012

STUDNIA WIECZNOŚCI Libby Bray

Autorka: Libba Bray
Tytuł: Studnia Wieczności
Wydawnictwo Dolnośląskie
ISBN: 978-83-245-8959-3
cena: 39,90 zł


OPIS:
 Upłynął już prawie rok od przybycia Gemmy Doyle do Akademii Spence. Wiele się w tym czasie wydarzyło. Dziewczyna sądziła, że pokonanie Kirke to koniec kłopotów. Miała nadzieję, że będzie mogła zająć się już tylko przygotowaniami do debiutu na londyńskich salonach. Niestety kolejne zdarzenia przekreślają jej plany.
Gemma ma teraz poważne powody do obaw o swoje zdolności magiczne. Nie dają jej spokoju tajemnicze wizje. Kim jest dama w lawendowej sukni? Co oznacza Drzewo Wszystkich Dusz? Gdzie zniknął Kartik? To tylko niektóre z pytań, na które nie zna odpowiedzi. W poszukiwaniu przeznaczenia nie może sobie pozwolić na błędne decyzje – musi przecież chronić świat i najbliższych.


 Studnia Wieczności to ostatnia część trylogii "Magiczny krąg". Część pierwsza nosi tytuł "Mroczny Sekret", natomiast druga: "Zbuntowane anioły". 
 Książka ma 758 stron, co może zniechęcać, ale wielką stratą byłoby po nią nie sięgnąć. Libba Bray jest świetną pisarką, jej tekst jest wciągający i niezwykle plastyczny, działa na wyobraźnię. Czytając, przenosimy się w czasy wiktoriańskiej Anglii, bez trudu jesteśmy w stanie zobrazować sobie konkretną scenę.
 Bohaterowie nie wydają się sztuczni, ale realni, czasem wręcz namacalni. Nie są papierowi, przez to mamy wrażenie, że Bray po prostu przelała na papier historię, która zdarzyła się naprawdę. Bohaterowi ci nie są wolni od ludzkich wad, nie są idealni, borykają się ze zwykłymi problemami.
 Gemma Doyle to główna bohaterka powieści. Przez wszystkie trzy części towarzyszymy jej w drodze do dorosłości, wręcz widzimy jej walkę z samotnością, rozterki uczuciowe, dojrzewanie, również to duchowe.
 Styl powieści jest bardzo dobry, klimatyczny. Dużą zasługę ma w tym na pewno pani Magda Białoń-Chalecka - tłumaczka. Cytaty z tej książki należą do  moich ulubionych, możemy znaleźć w niej dużo mądrości życiowych.
 Nie ma jednak co się nastawiać na poważną książkę. To na pewno nie. Głównymi bohaterami są tam młodzi ludzie, młode dziewczyny z aspiracjami większymi, niż stanowienie ozdoby salonów, ale znajdziemy dużo humorystycznych scen, przekomarzań. Akcja jest dość wartka, nie ciągnie się w nieskończoność. Co więcej, jest to fantasy, a więc spotkamy tam mnóstwo plemion i dziwnych stworzeń, zamieszkujących Międzyświat. Studnia Wieczności jest po prostu przesycona magią.
 Jako że jest to ostatnia część trylogii, następuje w niej wielki finał. Od samego początku, jak zawsze, mamy wprowadzoną zagadkę, która z biegiem czasu coraz bardziej się rozrasta. Do samego końca nie jesteśmy niczego pewni.
 Najważniejszym motywem jest tutaj Drzewo Wszystkich Dusz, źródło niezwykle silnej mocy. W Studni wieczności bliżej poznamy Krainę Zimy, odkryjemy sekret Pippy i Felicity, dowiemy się, jak potoczy się życie Ann, a bohaterowie stoczą ostateczną bitwę o magię.
 Dobro wygra, ale nie można jednoznacznie stwierdzić, że mamy happy end. Ja osobiście popłakałam się na końcu. Żałowałam, że książka skończyła się tak, a nie inaczej, ale z drugiej strony cieszyłam się, że tak to wyglądało. Dobro wygrywa, owszem, jednak nie bez poniesienia strat. Myślę, że dzięki temu mamy kolejny argument potwierdzający to, że książka wydaje się realistyczna, bo przecież prawdziwe życie nie jest wcale takie kolorowe. Zakończenie jest co prawda smutne, ale zarazem piękne. Idealne do Magicznego kręgu.
 Podsumowując, Studnia wieczności, a właściwie cała trylogia, musi znaleźć się na Waszej liście książek do przeczytania. Myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Przygodę, miłość, przyjaźń, stawianie czoła problemom, przeskakiwanie kłód rzucanych pod nogi przez los i wrogów.
 Mówiąc krótko: POLECAM!
 A może ktoś z Was już to czytał? I chce podzielić się swoimi wrażeniami? ;)


środa, 30 maja 2012

Szmaragdowa Litera 2011


Nagrodę otrzymałam w zeszłym roku. Nawet nie wiedziałam, że będę brana pod uwagę w konkursie, zważywszy na fakt, że Zaklinacze zawsze znajdowali się w zahasłowanym folderze. 
Tak czy siak, myślę, że warto się tu tym pochwalić i jeszcze raz podziękować za docenienie ;)