niedziela, 13 kwietnia 2014

Wróżbiarze - Libba Bray

Tytuł: Wróżbiarze
Autorka: Libba Bray
Cena: 36,99
Opis: Lata dwudzieste w Nowym Jorku. Chłopczyce i tancerki rewiowe, jazz i dżin. Czasy po wojnie, ale przed kryzysem. Dla pewnej grupy złotej młodzieży to okazja, by bawić się jak nigdy wcześniej.
Dla Evie O’Neill to ucieczka. Nigdy nie pasowała do małego miasteczka w stanie Ohio, a kiedy wywołuje kolejny skandal, rodzice wysyłają ją do wielkiego miasta, by zamieszkała z wujem. Dla dziewczyny to nie wygnanie, a spełnienie marzeń – szansa, by pokazać, że jest nowoczesna do szpiku kości i niewiarygodnie odważna.
Niestety, Nowy Jork to nie tylko jazz i rewia. Ma swoją mroczną stronę. W mieście giną młodzi ludzie. To nie są zbrodnie w afekcie. Są okrutne. Starannie zaplanowane. I niepokojąco podobne do ilustracji z zapomnianej księgi. A nowojorska policja nie potrafi samodzielnie rozwiązać tej sprawy.
Evie nie uciekała jedynie przed ograniczeniami życia w Ohio, lecz również przed świadomością, czego może dokonać. Ma tajemnicę. Niezwykłą moc, która mogłaby pomóc w złapaniu zabójcy – o ile on nie dopadnie jej wcześniej.




   Tyle, jeśli chodzi o wstęp. Nie wiem, jak Was, ale mnie opis nieszczególnie zachęca. Nasuwa mi na myśl kolejną książkę dla nastolatków, niezbyt ambitną i przewidywalną.
   Przyznam szczerze, że gdybym nie znała autorki i przeczytałabym opis, raczej odłożyłabym tę książkę na półkę. Ale pochłonęłam kiedyś trylogię tej pani, "Magiczny Krąg", i wiedziałam, że się na niej nie zawiodę.
   Powiem tak, kobieta jest świetna. Widać, że przykłada się do pisania książek, że wie, o czym pisze (w końcu to początek XX wieku, raczej jej wtedy na świecie nie było:)). 
   Książka strasznie wciąga, można ją spokojnie przeczytać jednej nocy. Akcja jest wartka, nie ma lania wody, nie ma nudy. Sam początek wydaje się nieco nastolatkowy, ale wszystko szybko się rozkręca.
   Bardzo spodobał mi się główny motyw, przemieszanie fantastyki, okultyzmów, chrześcijaństwa, Antychrysta :).  Bohaterowie książki prowadzą śledztwo na własną rękę, analizują rytualne morderstwa, odkrywając tajemnice starej sekty i stawiając czoła Bestii. Więcej zdradzać nie będę.
   Klimat, jak zwykle u Pani Bray, na piątkę. Czytając kolejne rozdziały, oczami wyobraźni widzicie ten świat. Widzicie ówczesne kluby, wdychacie kurz z desek starego Muzeum Niesamowitości.
   Ogólnie, polecam. Bardzo przyjemna książka, którą można pochłonąć za pierwszym podejściem. ;)

czwartek, 1 sierpnia 2013

Upiorny Zegar - Maxime Chattam

Tytuł: Upiorny Zegar
Autor: Maxime Chattam
Cena: 36,90 zł
Opis:
Paryż z początku dwudziestego wieku..

Cuchnące nędzą uliczki, salony ezoterycznych klubów, palarnie opium, oszałamiające cudami techniki ekspozycje Wystawy Światowej oraz mroczne czeluście kanałów, w których czai się… Zło.

Mroczny, przeszywający do szpiku kości thriller autora słynnej Trylogii Zła.

Paryż, rok 1900. W oknach zapalają się już pierwsze żarówki elektryczne, a ulicami między fiakrami mkną coraz szybciej automobile. Wzięty pisarz Guy de Timée rezygnuje z dotychczasowego życia i ukrywa się przed rodziną w… domu publicznym. Jego właścicielka, Julie, wynajmuje pisarzowi poddasze – idealne miejsce do pracy nad nową powieścią. Wyjątkowo bulwersujące okoliczności śmierci jednej z kurtyzan, której okaleczone zwłoki mieszkańcy Buduaru odkrywają pewnej nocy na ulicy, skłaniają Guya do rozpoczęcia własnego śledztwa w tej sprawie. Kiedy pisarz w towarzystwie tajemniczej Faustine oraz inspektora Perottiego spróbuje rozwikłać ową zagadkę, spomiędzy paryskich kręgów ezoterycznych i cudów wystawy światowej wyłoni się powoli straszliwy sekret, fascynujący każdego od zarania dziejów: możliwość kontroli nad czasem…

Doskonały, wizjonerski thriller, w którym postęp nauki okazuje się pożywką dla szaleństwa zagubionych dusz.


  Już na początek i bez ogródek powiem: TRZY RAZY TAK.
Maxime Chattam, francuski pisarz, z którym zapoznałam się przypadkiem i którego od razu pokochałam. Zajrzałam pewnego razu do księgarni i bum! Przeczytałam opis i wstęp, po którym moje oczy zrobiły się wielkie jak 5 zł i wiedziałam, że nie wypuszczę tej książki z rąk.
 Pierwsza rzecz, która zasługuje na pochwałę, to język. Widać, że mamy tu do czynienia z pisarzem przez duże P. Jego styl wciąga, pozwala się zatracić w fikcyjnej rzeczywistości, ale nie jest prosty i banalny. I to zdecydowanie. Z ręką na sercu, to jest właśnie prawdziwy język literacki i prawdziwy talent! Łatwość, z jaką Chattam operuje słowami jest niesamowita. Z czymś takim trzeba się urodzić.
  Co do samej akcji... rozgrywa się ona w Paryżu w 1900 roku. Już chyba samo to zachęca, prawda? Klimat tych czasów oddany perfekcyjnie. Wszystko wydawało się takie naturalne, żadnych niedociągnięć i naciągnięć. Czuję duży podziw do tego pisarza, bo czytając tę książkę, zdałam sobie sprawę, że musiał szalenie sumiennie się do niej przygotowywać, zupełnie tak jak Guy, główny bohater, który wydaje mi się odzwierciedleniem autora, ale któż to wie? :)
  Moimi faworytami są książki fantastyczne. Po przeczytaniu wstępu nie byłam do końca pewna, czego się spodziewać. Nie wiedziałam, czy to będzie horror, demony i te sprawy, czy może jakiś kryminał. Swoją drogą, zawsze omijałam kryminały szerokim łukiem, nie wiem dlaczego. Przyznam, że nawet w połowie i pod koniec książki nie wiedziałam, czy biorą w tym udział zjawiska nadprzyrodzone, czy też nie. Myślę zatem, że nie powinnam nikomu psuć niespodzianki, przekonajcie się sami :). Na razie trzymajmy się wątku kryminalnego, o tak, bardzo kryminalnego, ale jednak niecodziennego. To nie jest zwykłe zadźganie nożem, zastrzelenie, o nie. Zwłoki są zmasakrowane, powyginane, zamordowane kobiety mają czarne gałki oczu, pocą się krwią. Morderstwa, zniknięcia, intryga, dużo się dzieje, ale wszystko jest idealnie wyważone.
 Swoją drogą Upiorny Zegar niekiedy przypominał mi Zbrodnię i Karę. Zapewne głównie przez portret psychologiczny mordercy. Guy, człowiek niezwykle przenikliwy i inteligentny, próbuje znaleźć tajemniczego mordercę, nie tylko by pomścić przyjaciółkę, jego to zwyczajnie kręci :), chociaż sam momentami się tego faktu obawia. Ciągnie go do Zła. Ale to bardzo dobrze, dzięki temu z każdą kolejną stroną dowiadujemy się czegoś więcej, badamy poszlaki, analizujemy wskazówki i wyciągamy z nich logiczne wnioski, podążamy za mordercą, coraz bardziej go poznając i coraz bardziej narażając się na niebezpieczeństwo.
  Zdecydowanie to nie jest książka kierowana do nastolatek, alleluja! Akcja oraz język bardzo za tym przemawiają. Nie wiem, czy można tak określić styl pisania, ale ma on klasę :).
  Guy będzie miał dwóch pomocników, młodego policjanta, który zgodzi się im pomagać ze względu na zamordowaną kobietę, którą kochał - Martiala Perottiego oraz Faustine, tajemniczą piękną kobietę, która pracowała w domu publicznym, którego strych zamieszkiwał Guy.
 Dlaczego w tytule jest zegar? Dlaczego wstęp mówi tyle o czasie? Cóż, tego Wam na pewno nie powiem, bo końcówka Was zaskoczy, jestem tego pewna :)
  Uwaga, uwaga, to nie wszystko. Sądziłam, że nie będzie kontynuacji, ale przypadkiem trafiłam na kolejną część w Martasie. Na ostatnią sztukę! :) Kolejna część nosi tytuł Requiem Otchłani, jestem w połowie czytania i już mogę ją polecić.
  Tymczasem Upiorny Zegar polecam każdemu, kto ma ochotę na NAPRAWDĘ DOBRĄ książkę.

piątek, 5 lipca 2013

Cassandra Claire - Dary Anioła - Miasto Zagubionych Dusz.

  Dzisiaj przedstawię Wam moją całkowicie subiektywną i szczerą do bólu opinię o piątej części Darów Anioła.

cena: 39zł


  Czy warto wydawać pieniądze? Tak, ALE... No właśnie. Niby wszystko ładnie piękne, jednak wkrada się jakieś "ALE". Dlaczego? Wszystko po kolei.
  Jeszcze parę lat temu Dary Anioła były moją ulubioną serią. Podobał mi się humor, to, że akcja nie kręci się tylko wokół romansu, ale też, że jest coś więcej. Ujął mnie cały świat Nocnych Łowców. Jednakże muszę przyznać, że chociaż darzyłam tę Trylogię (jeszcze wtedy) szczególnymi względami, to nie ucieszyłam się na wieść, że powstanie czwarta część. Uważałam, że zakończenie trzeciej było idealne, absolutnie nie potrzebowało kontynuacji. Według mnie, było to po prostu parcie na kasę. Może to przez to, że przeczytałam Miasto Upadłych Aniołów po angielsku, ale jakoś nie potrafiłam się w nie wczuć. To już nie było to. To było ciągnięcie czegoś, co już powinno było się skończyć.
  Miasto Zagubionych Dusz natomiast było o niebo lepsze od poprzedniej części, aczkolwiek znowu wkrada się "ALE".
  Jeśli chodzi o pomysł na tę część, nie mam zarzutów. Co prawda nie było jakichś wielkich zaskoczeń, nie wiadomo jakich zwrotów akcji, ale było pozytywnie. Sporo rzeczy dało się przewidzieć, ale przecież rzadko która książka potrafi naprawdę zaskakiwać ;).
  Jace nie jest sobą, tego dowiadujemy się już z okładki. Wszyscy starają się go odzyskać i powstrzymać piekielny plan Sebastiana. Clary i reszta, jak zwykle narażają życie. Fray tym razem, dzięki Bogu, potrafi już walczyć ;). Zakończenie... happy end, ale jednak nie do końca. Uratowany Jace (czego można się było od początku domyślić), ale... dokładnie tak - nie do końca. Końcówka bardzo dobra. Ostrzeżenie, zapowiedź sporych problemów, które czekają naszych bohaterów w szóstej części. To na plus.
  Książka mi się podobała, ale nie porwała mnie, nie zachwyciła. Nie odkładałam jej, wpatrując się w sufit i mówiąc WOW.
  Co mi się natomiast nie podobało... Jak już przyznałam, była to moja ulubiona seria. Serce mnie boli, ale chyba muszę przyznać, że z niej wyrosłam. Sarkazm, za który pokochałam tę serię, zaczął mi działać na nerwy. Wstawiony raz na jakiś czas, super, ale co chwilę? W porządku, to również dałoby się przeżyć, ale czy to nie dziwne, że każdy bohater tej książki posiada identyczne, ironiczne poczucie humoru? Każdy żartuje w ten sam sposób, nawet w sytuacjach, które wymagają zachowania powagi. To mnie trochę zraziło, w takich momentach czułam się, jakbym czytała książkę nastoletniej amatorki (bez urazy dla nastoletnich amatorek, sama nią byłam jeszcze miesiąc temu. Teraz jestem 20-letnią amatorką). Nie podobało mi się to. Claire powinna albo obdarzyć ich różnymi poczuciami humoru albo skupić się tylko na jednej postaci. Bo nie ma co kłamać, każdy bohater miał JEJ poczucie humoru.
  I jeszcze coś. Coś, przez co zrozumiałam, że ta książka być może celuje w młodsze czytelniczki. 13-15 lat. Chociaż po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że jednak nie do końca. Mam na myśli to, jak daleko posuwają się tamtejsze pary. Maia i Jordan posunęli się daleko. Nie było opisów tych scen, nie spodziewałam się ich, ale jednak już inaczej się na nich patrzyło.
  Tymczasem Jace i Clary... hm... para nastolatków, która od kilku, czy tam kilkunastu miesięcy tylko się całuje. Nie bierzcie mnie za jakąś napaloną, po prostu wydaje mi się to nierealne, że przykładowo Jace nie ma czasem ochoty położyć jej ręki na pupie zamiast na biodrze :). Okej, powiedział jej parę razy, że jej pragnie, ale to tyle. Teraz już, te ich pocałunki, które co chwilę mają miejsce... robią się nudne. Za każdym razem czytamy, jak to ona się zatraca, jak czuje jego umięśnione ramiona pod palcami. Nie zliczę, ile razy lądowali na łóżku i zawsze coś im przerywało. Nie widzę nic złego w budowaniu takiego napięcia, ale po 50 razie zaczyna to zwyczajnie męczyć. Bo ile można? Kiedy tylko zaczyna się scena pocałunku, wiemy jak się skończy. ALE! Znowu ale. Co ciekawe, Claire kilka razy napomknęła o ich pierwszym razie. Zatem spodziewam się, że Jace i Clary na sam koniec zdejmą obrączki czystości, a do tego czasu, jak zwykle coś stanie między nimi. Tym razem będzie to sam Jace. O tak, udało się go uratować, ale został trochę zmieniony, parzy ;). Więc jak sami powiedzieli, nie mogą posunąć się dalej, tylko buziaczki ;). Ja osobiście wolałabym, żeby postanowili trzymać czystość do ślubu, niż żeby powstawały takie pierdoły, które tylko mają budować to napięcie. Zawsze coś musi stać między nimi. Na tym opiera się cała seria. Jak nie myśl, że są rodzeństwem, to parzący Jace.
  Następną część zapewne przeczytam, ale chyba jednak naprawdę z tego wyrosłam. Teraz bardziej odpowiada mi styl, np. Libby Bray. To jest kobieta, która ma talent, a nie tylko pomysł na książkę.
  Podsumowując. Miasto Zagubionych Dusz dorównuje trzem pierwszym częściom. Jest akcja, cały czas coś się dzieje. Nie ma lania wody, nie ma czasu na nudę. To jest ogromny plus! Rzeczy, które mi nie pasowały to szczegóły, aczkolwiek dla mnie istotne. Nie wiem, jak dla innych. Książka nie porywa aż tak bardzo, ale jest dobra. Jeśli się postaramy, wciągnie nas.
  Pomimo moich narzekań i żalów, polecam, zwłaszcza tym, którzy zwątpili w Dary Anioła po Mieście Upadłych Aniołów. Odzyskacie wiarę w Cassandrę po Mieście Zagubionych Dusz.

Pozdrawiam :)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Igrzyska Śmierci Suzanne Collins

Tytuł: Igrzyska Śmierci (Hunger Games)
Autorka: Suzanne Collins
Cena: 27,99 zł















Opis:
 Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć cię za wszelką cenę?
Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny – musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a to prawdziwa walka o przetrwanie... Jest to nowe wydanie w okładce z akcentem filmowym zbiegające się z ekranizacją I części trylogii. 



Igrzyska Śmierci to pierwsza część cyklu, co wskazuje na to zakończenie: "koniec tomu pierwszego".
Książka ta to zdecydowana nowość, jeśli chodzi o pomysłowość autora. W końcu mamy coś świeżego (chociaż przyznam, że kojarzy mi się to z bajką Odlotowe Agentki, które to w jednym z odcinków również walczyły na podobnej arenie, a ich zmagania były transmitowane ;)). Tak czy siak, brak tu wampirów, które powoli wszystkim się już przejadają. Bo ile można czytać tę samą historię ubraną jedynie w inne słowa? Tutaj Igrzyska Śmierci zasługują na pochwałę.

Świat Katniss Everdeen, głównej bohaterki, został przedstawiony bardzo obrazowo. Ja sama, czytając, miałam wrażenie, że w tym świecie żyję. Albo że czytam książkę historyczną.

Tekst napisany zgrabnie, przemyślany. Osobiście nie uważam, że to książka młodzieżowa. Nadaje się dla każdego. Przedstawia walkę o przetrwanie, poświęcenie dla osób, które się kocha.

Obrazowe są również sceny walki, można powiedzieć, że w książce tej jest dużo naturalizmu. Autorka dokładnie przedstawia objawy odwodnienia, czy chociażby ropę sączącą się z rany. Śmierci bohaterów także sa dokładnie opisane, co przedstawia grozę i prawdziwość tych sytuacji.

Jedynym, co może odstraszać, to samo przebywanie trybutów (wybranych do walki na Igrzyskach) w Kapitolu. Przygotowania trybutów do walki, którzy to pierwszy raz w życiu raczą się dobrym jedzeniem, ale także występują w talk showach... czy też paradach. Aczkolwiek w książce dodaje to niejako grozy sytuacji. Wszystko wskazuje na to, że trybuci sa jedynie zabawkami. Ich śmierć ma byc rozrywka dla mieszkańców Kapitolu.

Aczkolwiek film... Osobiście nie obejrzałam go do końca, poniewaz w porównaniu z książką... był bardzo słaby. Nie podobał mi się. Wyglądało tak, jakby brakowało im funduszy na efekty ;) Parada wyszła komicznie. Sceny walki, śmierci... nie były w ogóle obrazowe. Że tak powiem, "nie było w nich życia".

   A więc ja gorąco polecam przeczytanie książki, ale obejrzenia filmu juz niestety nie ;)
pozdrawiam.

piątek, 15 czerwca 2012

Oryginalny fragment Miasta Szkła - tłumaczenie


Jest to scena z 9 rozdziału Miasta Szkła Cassandry Claire. ABSOLUTNIE NIE JEST TO MÓJ TEKST! Został opublikowany już dość dawno temu na stronie autorki, do której należą prawa autorskie. W książce pojawiła się bardziej powycinana wersja. Kiedyś na prośbę Chocha (Weroniki) przetłumaczyłam ten krótki fragment (pamiętną scenę na trawie). Post ten wędruje do podstrony "Tłumaczenia".


  Huk po zawaleniu się domu cichł powoli niczym rozpływający się w powietrzu dym. Zastąpił go
głośny świergot przerażonych ptaków. Clary dostrzegła je ponad ramieniem Jace'a, krążące po
ciemnym niebie.
- Jace – powiedziała miękko. - To chyba koniec.
 Podparł się na łokciach i spojrzał na nią z góry. Byli na tyle blisko siebie, że nawet w ciemności
Clary była w stanie dojrzeć swoje odbicie w jego oczach. Na twarzy miał smugi sadzy i brudu, a
kołnierzyk jego koszulki został podarty.
 Nie zastanawiając się nad tym, co robi, wyciągnęła dłoń i delikatnie przeczesała palcami jego włosy.
Poczuła, że się napiął. Jego oczy pociemniały.
- Trawa - miałeś ją we włosach – powiedziała, tłumacząc się. Zaschło jej w ustach; adrenalina
krążyła w jej żyłach i bynajmniej nie z powodu niebezpieczeństwa, w którym się przed chwilą
znajdowała. Wszystko to, co przed chwilą miało miejsce: anioł, zniszczona rezydencja - zdawało się
mniej prawdziwe niż to, co dostrzegła w oczach Jace'a.
- Nie powinnaś mnie dotykać – wydyszał.
 Jej dłoń zamarła na jego policzku. - Dlaczego nie?
- Wiesz dlaczego – powiedział. -Widziałaś to, co ja, prawda? Przeszłość, anioła. Naszych rodziców.
Ja widziałem.
- Wiesz, co się wydarzyło.
- Wiele rzeczy się wydarzyło, Jace...
- Nie dla mnie. - Wypowiedziane przez niego słowa były szeptem pełnym boleści. - Mam krew demona, Clary. Krew demona. Tyle rozumiesz, nieprawdaż?
- To nic nie znaczy. Valentine był stuknięty. On tylko-
- A Jocelyn? Była stuknięta? - Jego oczy wwiercały się w nią niczym świder. -Wiem, co Valentine
próbował zrobić. Starał się stworzyć hybrydę – skrzyżowanie anioła z człowiekiem i demona z
człowiekiem. Ty jesteś pierwszym, ja jestem drugim. Jestem po części potworem. To tę połowę tak
bardzo chciałem w sobie zdusić, zniszczyć.
- To nieprawda. Nie może tak być. To nie ma sensu-
- Ale to jest prawda. - W wyrazie jego twarzy dało się dostrzec dziką desperację, kiedy na nią spojrzał.
Na jego szyi dostrzegła błysk srebrnego łańcuszka, który migotał, oświetlony blaskiem gwiazd. - To
wszystko wyjaśnia.
 Potrząsnęła głową tak mocno, że poczuła jak trawa łaskocze ją w policzki. - Masz na myśli, że
wyjaśnia to, dlaczego jesteś tak niesamowitym Nocnym Łowcą? Dlaczego jesteś lojalny,
nieustraszony, szczery, podczas gdy demony nie są-
- Wyjaśnia – powiedział spokojnie – dlaczego czuję do ciebie to, co czuję.
 Powietrze zaświstało pomiędzy jej zębami. - Jace, co masz na myśli?
Przez dłuższą chwilę się nie odzywał, tylko się na nią gapił. Trwało to tyle czasu, że zaczęła
się zastanawiać, czy w ogóle ma zamiar się odezwać. Czy może patrzenie wystarczy. W końcu ona
również wlepiała w niego wzrok. Ich spojrzenia krzyżowały się. Dla Clary odwrócenie wzroku było
niemożliwe, tak jak oddychanie z wodą w płucach.
- Jesteś moją siostrą – odezwał się wreszcie. - Moją siostrą, moją krwią, moją rodziną. Powinienem
chcieć cię chronić – zaśmiał się bezdźwięcznie bez cienia humoru – chronić cię przed chłopcami,
którzy chcą robić z tobą dokładnie to samo, co ja chcę.
 Clary straciła dech. Wciąż na nią patrzył, ale wyraz jego twarzy uległ zmianie. W jego oczach było
coś, czego nigdy wcześniej nie widziała. Rozmarzony, zawzięty, niemal drapieżny błysk. Nagle
stała się całkowicie świadoma twardego nacisku jego ciała. Kości jego bioder dopasowywały się do
jej, a ona cierpiała w każdym miejscu, w którym jej nie dotykał. To był niemal fizyczny ból.
To, co ja chcę z tobą robić, powiedział. Nie myślała o niczym poza tym, jak bardzo go pragnęła.
Pozwoliła palcom podążyć szlakiem w dół jego policzka aż dotarły do ust. Czubkiem palca wskazującego zakreśliła kontur jego warg. Nagrodziło ją wstrzymanie przez niego oddechu,
pociemnienie oczu. Nie ruszył się.
- Co tak dokładnie chcesz ze mną robić? - wyszeptała.
Jego oczy zapłonęły. Zaczął powoli pochylać głowę, dopóki jego usta nie znalazły się przy jej uchu.
Gdy się odezwał, jego oddech połaskotał jej skórę, sprawiając, że zadrżała. - Mogę ci pokazać.
Nic nie powiedziała. Nawet jeśli udałoby jej się zebrać myśli i sklecić razem parę słów, nie chciała
kazać mu przestać. Była już zmęczona mówieniem „nie” Jace'owi, nie pozwalaniem czuć
sobie tego, czego chciało jej ciało. Nie zważając na cenę.
 Poczuła, że się uśmiecha. Jego usta przy jej uchu. - Jeśli chcesz żebym przestał, powiedz mi to teraz – szepnął.
 Kiedy wciąż nic nie mówiła, musnął wargami jej skroń, powodując tym samym jej
drżenie. - Albo teraz. - Delikatnymi pocałunkami, przypominającymi dotyk motyla, wyznaczał szlak
na jej policzku. - Albo teraz. - Jego usta podążyły wzdłuż linii jej szczęki. - Albo teraz. - Dotykał wargami jej warg. Słowa wypowiadał wprost do jej ust. - Teraz. - szepnął i pocałował ją.
 Na początku nacisk jego warg był delikatny, ale ona, gdy od razu odpowiedziała, oplatając go
ramionami, wplątując palce w jego włosy, poczuła, że jego ciało się napina, a ostrożność zmienia
się w coś innego. Nagle zaczął całować ją z ogromnym zapałem. Miażdżył jej wargi swoimi.
Poczuła krew w swoich ustach, ale nie obchodziło jej to. Kamienie wbijały jej się w plecy, ramiona
bolały ją od wcześniejszego upadku z okna, ale to również nie miało dla niej znaczenia. Jace był
teraz wszystkim, co istniało; wszystkim, co czuła, czego potrzebowała, czym oddychała, czego
pragnęła i co widziała. Nic innego się nie liczyło.
 Przerwał pocałunek, cofnął się, a ona niechętnie puściła go, protestując. Jego usta był spuchnięte,
oczy wielkie i ciemne, niemal czarne z pożądania. Sięgnął do guzików jej płaszcza. Próbował
rozpiąć pierwszy z nich, ale jego dłonie trzęsły się tak bardzo, że nie mógł dać sobie z tym rady.
Clary przykryła je swoją dłonią, niezwykle zdziwiona swoim spokojem. Na pewno nie powinna
trząść się tak bardzo jak on?
- Ja to zrobię – powiedziała.
 Nie ruszył się. Patrzył jak rozpina guziki. Jej palce pracowały tak szybko, jak tylko mogły. Płaszcz
się rozsunął. Pod spodem miała tylko cieniutką bluzeczkę Amatis, której materiał nie potrafił
uchronić jej przed zimnymi podmuchami wiatru. Wyciągnęła w górę obie ręce. - Wróć –
wyszeptała. - Pocałuj mnie znowu. - Wydał z siebie stłumiony jęk i padł prosto w jej ramiona, jak
tonąca osoba, wypływająca na powierzchnie, by zaczerpnąć powietrza. Pocałował jej powieki,
policzki, gardło nim nie wrócił do jej ust. Teraz całowali się jak szaleni, niemal niezdarnie przez
ogień buchający w ich organizmach. Zupełnie nie w stylu Jace'a, który zdawałoby się, że nigdy się nie
spieszy, nigdy niczego nie popędza... Bez płaszcza między nimi mogła poczuć bijące od niego
ciepło, które wręcz przepalało się przez jego i jej koszulkę. Jego dłonie przejechały po jej żebrach,
zatrzymując się na plecach. Trzymał je pod stanikiem, kreśląc ślady wzdłuż kręgosłupa. Jego dotyk
rozpalał jej odkrytą skórę. Chciała więcej tego dotyku. Jego dłoni na niej, jego skórę na jej skórze.
Chciała dotykać go wszędzie. Obejmować go, gdy będzie drżał tak, jak robi to teraz. Żeby mi
między nimi nie było ani kawałka wolnej przestrzeni.
 Ściągnęła jego kurtkę i jakimś cudem jego koszulka także zniknęła. Ich dłonie odkrywały nawzajem
swoje ciała. Przebiegła palcami w dół jego pleców. Czuła gładką, delikatną skórę, a pod nią twarde
mięśnie oraz coś, czego się nie spodziewała, chociaż powinna – blizny. Jak cieniutkie druciki
położone na nim. Przypuszczała, że to są niedoskonałości, te blizny, ale ona wcale ich tak nie
postrzegała. Stanowiły historię Jace'a, wyrytą w jego skórze. Wypukłą mapę topograficzną życia pełnego
zabijania i walki.
 Dotknęła blizny w kształcie gwiazdy na jego ramieniu, a po chwili podniosła się odrobinę by.
przycisnąć do niej usta. Coś zimnego i metalowego dotknęło jej obojczyka. Odsunęła się
zaskoczona.
Jace podniósł się na łokciach i spojrzał w dół na nią. - Co się stało? - zapytał powoli. Brzmiał jakby
był czymś odurzony. - Skrzywdziłem cię?
- Nie. To przez to – wyciągnęła dłoń i dotknęła srebrnego łańcuszka na jego szyi. Na nim wisiało
małe, srebrne, metalowe kółko. Było lodowate w dotyku.
 Ten pierścień – spatynowany kawałek metalu pokryty gwiazdami – znała go.
Pierścień Morgensternów. Należał do Valentine'a, a on przekazał go Jace'owi. T
- Przepraszam – powiedział Jace, kreśląc palcem linie na jej policzku. Jego wzrok był rozmarzony. - Zapomniałem, że mam na sobie to cholerstwo.
 Nagłe zimno rozprzestrzeniło się po żyłach Clary. - Jace – odezwała się niskim głosem. - Jace, nie rób tego.

czwartek, 7 czerwca 2012

STUDNIA WIECZNOŚCI Libby Bray

Autorka: Libba Bray
Tytuł: Studnia Wieczności
Wydawnictwo Dolnośląskie
ISBN: 978-83-245-8959-3
cena: 39,90 zł


OPIS:
 Upłynął już prawie rok od przybycia Gemmy Doyle do Akademii Spence. Wiele się w tym czasie wydarzyło. Dziewczyna sądziła, że pokonanie Kirke to koniec kłopotów. Miała nadzieję, że będzie mogła zająć się już tylko przygotowaniami do debiutu na londyńskich salonach. Niestety kolejne zdarzenia przekreślają jej plany.
Gemma ma teraz poważne powody do obaw o swoje zdolności magiczne. Nie dają jej spokoju tajemnicze wizje. Kim jest dama w lawendowej sukni? Co oznacza Drzewo Wszystkich Dusz? Gdzie zniknął Kartik? To tylko niektóre z pytań, na które nie zna odpowiedzi. W poszukiwaniu przeznaczenia nie może sobie pozwolić na błędne decyzje – musi przecież chronić świat i najbliższych.


 Studnia Wieczności to ostatnia część trylogii "Magiczny krąg". Część pierwsza nosi tytuł "Mroczny Sekret", natomiast druga: "Zbuntowane anioły". 
 Książka ma 758 stron, co może zniechęcać, ale wielką stratą byłoby po nią nie sięgnąć. Libba Bray jest świetną pisarką, jej tekst jest wciągający i niezwykle plastyczny, działa na wyobraźnię. Czytając, przenosimy się w czasy wiktoriańskiej Anglii, bez trudu jesteśmy w stanie zobrazować sobie konkretną scenę.
 Bohaterowie nie wydają się sztuczni, ale realni, czasem wręcz namacalni. Nie są papierowi, przez to mamy wrażenie, że Bray po prostu przelała na papier historię, która zdarzyła się naprawdę. Bohaterowi ci nie są wolni od ludzkich wad, nie są idealni, borykają się ze zwykłymi problemami.
 Gemma Doyle to główna bohaterka powieści. Przez wszystkie trzy części towarzyszymy jej w drodze do dorosłości, wręcz widzimy jej walkę z samotnością, rozterki uczuciowe, dojrzewanie, również to duchowe.
 Styl powieści jest bardzo dobry, klimatyczny. Dużą zasługę ma w tym na pewno pani Magda Białoń-Chalecka - tłumaczka. Cytaty z tej książki należą do  moich ulubionych, możemy znaleźć w niej dużo mądrości życiowych.
 Nie ma jednak co się nastawiać na poważną książkę. To na pewno nie. Głównymi bohaterami są tam młodzi ludzie, młode dziewczyny z aspiracjami większymi, niż stanowienie ozdoby salonów, ale znajdziemy dużo humorystycznych scen, przekomarzań. Akcja jest dość wartka, nie ciągnie się w nieskończoność. Co więcej, jest to fantasy, a więc spotkamy tam mnóstwo plemion i dziwnych stworzeń, zamieszkujących Międzyświat. Studnia Wieczności jest po prostu przesycona magią.
 Jako że jest to ostatnia część trylogii, następuje w niej wielki finał. Od samego początku, jak zawsze, mamy wprowadzoną zagadkę, która z biegiem czasu coraz bardziej się rozrasta. Do samego końca nie jesteśmy niczego pewni.
 Najważniejszym motywem jest tutaj Drzewo Wszystkich Dusz, źródło niezwykle silnej mocy. W Studni wieczności bliżej poznamy Krainę Zimy, odkryjemy sekret Pippy i Felicity, dowiemy się, jak potoczy się życie Ann, a bohaterowie stoczą ostateczną bitwę o magię.
 Dobro wygra, ale nie można jednoznacznie stwierdzić, że mamy happy end. Ja osobiście popłakałam się na końcu. Żałowałam, że książka skończyła się tak, a nie inaczej, ale z drugiej strony cieszyłam się, że tak to wyglądało. Dobro wygrywa, owszem, jednak nie bez poniesienia strat. Myślę, że dzięki temu mamy kolejny argument potwierdzający to, że książka wydaje się realistyczna, bo przecież prawdziwe życie nie jest wcale takie kolorowe. Zakończenie jest co prawda smutne, ale zarazem piękne. Idealne do Magicznego kręgu.
 Podsumowując, Studnia wieczności, a właściwie cała trylogia, musi znaleźć się na Waszej liście książek do przeczytania. Myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Przygodę, miłość, przyjaźń, stawianie czoła problemom, przeskakiwanie kłód rzucanych pod nogi przez los i wrogów.
 Mówiąc krótko: POLECAM!
 A może ktoś z Was już to czytał? I chce podzielić się swoimi wrażeniami? ;)


środa, 30 maja 2012

Szmaragdowa Litera 2011


Nagrodę otrzymałam w zeszłym roku. Nawet nie wiedziałam, że będę brana pod uwagę w konkursie, zważywszy na fakt, że Zaklinacze zawsze znajdowali się w zahasłowanym folderze. 
Tak czy siak, myślę, że warto się tu tym pochwalić i jeszcze raz podziękować za docenienie ;)